"You
came out of nowhere. Stealing my heart and brain."
Zeskakuję ze schodków oddzielających mój
dom od miejskiego chodnika i nie zważając na fakt, że moje kostki wyją z bólu,
niestrudzenie biegnę dalej.
Nadgryzam kawałek pączka, którego
nie zdążyłem zjeść na śniadanie i poprawiam skórzaną torbę, która dynda na
krańcu mojego ramienia, ocierając się o upadek.
Błyskawicznie mijam kolejne,
brytyjskie szeregowce, których ogródki nie różnią się od siebie niczym
szczególnym. Nie mam pojęcia, która jest godzina, ale wiem, że muszę dotrzeć,
zanim piętrowy bus odjedzie, rozwiewając moje nadzieje na punktualne przybycie
do pracy.
Biorę do ust ostatni kęs i zlizuję z
ust lukier, którym oblepiłem niemal całą górną wargę i kąciki. Wierzchem dłoni
oczyszczam jeszcze całą twarz i, jedną rękę mając już wolną, przyspieszam
tempo, które przechodzi już w bieg. Z każdym kolejnym krokiem torba obija się o
moje biodro, co niesamowicie irytuje mnie, ale i spowalnia.
Po chwili docieram na przystanek, na
którym, ku mojej uldze, dostrzegam jeszcze grupkę ludzi. Widzę kilka znajomych
twarzy, należących do ludzi, których nigdy nie poznałem, ale codziennie
spotykam w tym samym miejscu, na przystanku. Przystaję, pochylam się i opierając dłonie na kolanach
próbuję złapać oddech. Moje policzki pulsują, a tętno słyszę w uszach. Tak
długie dystanse to ogromny wyczyn, jeśli chodzi o moją kondycję. Powinienem
zacząć biegać. Dotleniłbym organizm, zrzucił zbędny tłuszczyk z brzucha. Nie
mam jednak na to czasu. Całe dnie spędzam z nosem w książkach.
Lubię naprawiać stare książki. Kiedy
okładka jest już zniszczona, delikatnie zdejmuję ją i zastępuję czymś nowym.
Zazwyczaj posługując się kaligrafią, dopisuję ponownie tytuł oraz autora.
Niezmiernie raduje moje serce fakt, że przywracam dziełom dawną świetność i moi
mali pacjenci dostają się w ręce kolejnych osób, a ich magiczne historie przekazywane
są coraz to nowym ludziom.
Wyciągam z kieszeni telefon i zerkam
na wyświetlacz. Poranny autobus jest już spóźniony osiem minut. Nie chcąc
tracić jeszcze więcej czasu, decyduję się podejść do pierwszej lepszej osoby.
-
Przepraszam, czy wiesz może dlaczego autobus się spóźnia? - pytam grzecznie,
stając obok młodego chłopaka, który przenosi na mnie wzrok dopiero po chwili. Patrzy
podejrzliwie, mierząc mnie od czubka jasnobrązowej czupryny, aż do stóp w
zimowych butach. Od tego spojrzenia zaczynam drżeć i instynktownie cofam się
krok do tyłu. Ciemne, brązowe oczy przenikają mnie na wskroś spod gęstych,
czarnych brwi.
Już mam zamiar wycofać się, kiedy
słyszę jego głęboki baryton.
- Technika
czytania nie należy do szczególnie trudnych - drwi. - Cóż, chyba, że nie wiesz
do czego służy rozkład jazdy.
Wydaje się być wściekły. Jakbym tym
pytaniem nadepnął mu na odcisk. Jego ciało zdaje się być naprężone, a pięści
ściska tak mocno, że jego knykcie bieleją. Kiwam głową i odpowiadam jedynie
idiotycznym, zawstydzającym skinieniem, odchodząc i mamrocząc pod nosem
przeprosiny.
Spoglądam na rozkład i zauważam coś,
na co wcześniej nie zwróciłem uwagi. Pluję sobie w brodę, że nie pomyślałem, by
sprawdzić, czy wraz z nowym rokiem kalendarzowym, w rozkładzie nie pojawiły się
jakieś zmiany. Nie przeszło mi przez myśl, że godzina przyjazdu autobusu może
zostać cofnięta o trzy minuty. Zamykam oczy i potrząsam głową, dusząc w sobie
jęk.
Do następnego pozostało mi
piętnaście minut, więc decyduję się pójść piechotą. Rzucam ostatnie spojrzenie
w kierunku czarnowłosego chłopaka, który patrzy na mnie z niekrytym
politowaniem. Zaciskam usta i odwzajemniam spojrzenie. Mrużę oczy, zniesmaczony
sposobem, w jakim mnie potraktował. Unoszę wysoko brodę i odchodzę pospiesznie.
Powracam myślami do rzeczywistości i
z drżeniem serca, zdaję sobie sprawę, że za dziesięć minut muszę być na
miejscu, a tymczasem czeka mnie co najmniej dwadzieścia pieszej wędrówki.
Wzdycham przeciągle, bo nie lubię nawet faktu, że nie dziś nie poczytam w drodze
do pracy.
Odgarniam włosy opadające na oczy,
biegnę nieprzytomnie przez miasto, z nikłą nadzieją, że nie spóźnię się aż tak
bardzo. W gardle zaczyna mnie palić, ale wciąż biegnę, choć wdzieram się na
pasy na czerwonym. Biegnę, chociaż lodowate, przenikliwe powietrze zdaje się
wypalać mi dziurę w płucach. Biegnę, mijając drzewa, ludzi i domy. Biegnę, choć
prawdopodobnie nie warto.
Biegnę, bo dla książek jestem gotów
poświęcić wszystko.
* * *
Po dotarciu na docelową ulicę czuję
tak niesamowite zmęczenie, że czuję, że tego dnia nie postawię już kroku
dłuższego niż czterdzieści centymetrów. Moje ciało krzyczy z bólu, oddycham
płytko, niepewnie, językiem próbując zwilżyć suche jak papier podniebienie.
W oddali widzę Nicka i chłopaka, o
którym szef wspominał. Stoją naprzeciwko siebie, spleceni w ciasnym uścisku,
wymieniając ślinę. Powinienem był się spodziewać, że Nick znów zapomni kluczy.
Normalnie niczemu by to nie szkodziło, bo zwykle jestem w pracy jeszcze przed
nim, ale tym razem to ja się spóźniłem. Wyjątkowo zły dzień wybrałem sobie na
takie wybryki, biorąc pod uwagę fakt, że dziś pracę zaczyna drugi bibliotekarz.
- Już jestem! - krzyczę, nie
zważając, że właśnie o czymś rozmawiali. W jednej chwili przerywają i odwracają
w moją stronę wzrok, nie zauważywszy mnie wcześniej.
Spoglądam na tę dwójkę,
uśmiechniętych, szczęśliwych, pełnych miłości i czuję gdzieś wewnątrz siebie
takie dziwne ukłucie. Ja sam nigdy nie doświadczyłem niczego takiego ze strony
żadnego chłopaka, może dlatego.
Czy jestem gejem? O tak, wiedziałem
to już jako ośmiolatek.
Pospiesznie otwieram drzwi i
wpuszczam ich do środka, sam wchodząc jako ostatni. Nick narzeka pod nosem, że
powinien mi obciąć pensję za notoryczne spóźnianie się. Prawdą jest, że
zrobiłem to po raz pierwszy, ale nie mam czelności mu o tym przypominać.
Posyłam mu przelotne spojrzenie, potem zerkam na nowego, aż w końcu zabieram
się za zdejmowanie ubrań.
Jest pod wrażeniem. Powoli obraca
się dookoła własnej osi, jednocześnie penetrując wzrokiem każdy regał, każdą
półkę, każdy grzbiet. Przenosi wzrok wyżej, dostrzegając, że na piętrze, zaraz
na małym balkonikiem znajduje się kolejny zbiór, większy jeszcze niż ten na
dole. Patrzy i patrzy... aż wreszcie zatrzymuje się na wysokim stosie pokaźnych
ksiąg znajdującym się nieopodal niego, a którego nie zdążyłem wcześniej
poukładać na półki, w pośpiechu wychodząc do domu.
- Jane Austen - odzywam się, zanim
zdążę pomyśleć - Rękopisy. Naprawdę nieźle się namęczyłem, żeby je zdobyć - na
wspomnienie podróży na drugi koniec kraju, zepsutego samochodu, całonocnej,
pieszej wędrówki i gościny miłej starszej pani, kąciki mych ust mimowolnie
unoszą się do góry.
Spogląda na mnie więc. Po raz
pierwszy tego dnia. Więc i ja zaglądam prosto w jego oczy. A to, co widzę
zapiera mi dech i prawie pozbawia przytomności. Chłopak mojego szefa jest
niezaprzeczalnie piękny. I kiedy na mnie patrzy, odgarnia włosy i spogląda w
twarz, dostrzegam jego oczy - szmaragdowe i głębokie. Przez ułamek sekundy
wykrzywia rysy w grymas zaskoczenia, ale w następnej chwili zerka już
spokojnie.
- Nazywam się Harry Styles- wyciąga
rękę w moim kierunku.
- Louis -
odpowiadam niewyraźnie, ściskając ją. Staram się ignorować to dziwne uczucie,
jakiego doznaję za każdym razem, gdy mnie dotyka.
Odwracam wzrok. Z chwilą, gdy to
robię, czas płynie już w naturalnym tempie i wrażenie, jakbym oglądał świat w
trybie "slow motion" znika.
- Louis, proszę cię, pokaż Harry'emu
co i jak dobrze? - jęczy zdenerwowany Grimshaw, odczytawszy wiadomość SMS na
swoim telefonie. - w bibliotece na Bloombsbury znów mają jakieś problemy -
wywraca teatralnie oczyma - Wybacz, kochanie - zwraca się w kierunku lokatego,
Harry'ego Stylesa - sam miałem to zrobić, ale nie mam czasu.
Nie chcę patrzeć, ale za to próbuję
słuchać. Mam nadzieję, że wpadnie mi do głowy jakaś informacja albo instrukcja.
Staram się skupić tylko i wyłącznie na własnych dłoniach i nie rozpraszać
uwagi. Z monologu szefa dochodzi do mnie jedynie fragment o "pokazywaniu
nowemu co i jak" i wybucham pod nosem nerwowym chichotem, karcąc się w
myślach za swój zboczony umysł.
Próbując wyrzucić z głowy obraz
chłopaka, opieram swoją uwagę na książkach i zaczynam mówić. Najpierw powoli,
bez przekonania, nawet na niego nie zerkając. Jednak książki błyskawicznie
biorą górę i zapomniawszy o bożym świecie, rozkręcam się coraz bardziej. On
uważnie słucha. Kiwa głową, zainteresowany. Zadaje jedno, czy dwa pytania.
Potakuje, a potem przechodzimy na kolejne stopnie.
Nasze spojrzenia się spotykają, ale
szybko odwracam wzrok, nie chcąc się rozpraszać. Wypuszczam powietrze i
przypominam sobie, jak tamtego dnia znalazłem się tu po raz pierwszy. Byłem tak
zafascynowany unoszący zapachem i wszechogarniającym uczuciem bezbrzeżnego
spokoju, że chciałem tu zostać na zawsze. Nick siedział wtedy przy małym
biureczku, ubierając w folię kilka nowych nabytków. Miał wtedy tylko tę jedną,
małą biblioteczkę, w którą włożył tyle serca. Biegał tylko między domem, a tym
miejscem, ledwo wiążąc koniec z końcem i wszelkie zarobione pieniądze wydając
na nowe dzieła. Lista zapisanych osób była uboga, a gdy zapytałem, dlaczego tak
jest, wzruszył nerwowo ramionami. Wyglądał jakby miał się rozpłakać, więc
próbując pocieszyć go, wpłaciłem na fundusz biblioteki trzydzieści funtów. A
kiedy, po krótkiej rozmowie, zapytał, czy nie chciałbym mu pomóc na pół etatu,
za niewielkim wynagrodzeniem, wreszcie poczułem, że żyję.
Kończymy w tym samym miejscu, w
którym zaczęliśmy. Jako, że nie mamy na razie żadnych klientów, zatapiam się w
fotel i automatycznie biorę do rąk najbliżej leżące opasłe tomisko.
Dopiero po chwili dostrzegam, że
Harry stoi nade mną i wzdycha niecierpliwie, wpatrując się we mnie natarczywie.
Przełykam ślinę, bębniąc placami w oparcie fotela, zupełnie nie wiem jak mam
się zachować, bo prowadzenie błyskotliwej konwersacji na temat autorów z nowo
poznanym chłopakiem, zaczęło robić się nużące. Trwamy tak sobie jeszcze przez
chwilę. On wywierca we mnie dziurę spojrzeniem, ja wciąż wbijam wzrok w fotel,
a cisza tak się przedłuża, że w końcu to ja, kręcąc głową, pytam:
- Czemu tak
stoisz?
- Co ja mam
teraz niby robić? - skarży się, a minę ma tak zdezorientowaną, że mimochodem
wybucham śmiechem.
- Poczytaj
coś - proponuję ambitnie.
* * *
- Mogę dziś wyjść wcześniej? - pyta,
posyłając mi firmowy uśmiech, od którego jeżą mi się wszystkie włosy na ciele.
Ściągam brwi, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
- Pierwszego
dnia? - pytam podejrzliwie.
Trzyma już w dłoni kurtkę - z góry
nastawił się, że mu pozwolę. Już mam zamiar zaprzeczyć, kiedy mówi:
- Chodzi o
to, że chciałbym kupić Nickowi jakiś prezent, za to, że wkręcił mnie do tej
roboty. Wiesz, w podzięce. Więc dlatego chciałbym, żeby się o tym nie
dowiedział.
- Och, no
dobrze - zgadzam się ze zrezygnowaniem.
Uśmiecha się całą swoją
doskonałością - lśniące, białe zęby, kręcone włosy, jasna skóra i zielone oczy.
Wygląda niczym zdjęty z plakatu model. A ja jestem na siebie wściekły, że tak
na mnie działa.
Mija dzielącą nas odległość, co
obserwuję z rosnącym przerażeniem. Kładzie dłoń na moim przedramieniu,
kilkakrotnie je pocierając.
- Dziękuję.
Odwracam wzrok i zaczynam nerwowo
oddychać. Tymczasem on muska ustami moje ucho, szepcząc głęboko:
- A więc mamy
nasza pierwszą tajemnicę.
Robię krok do tyłu i zaciskam usta w
wąską linijkę. Próbuję zignorować fakt, że mój żołądek wykonał salto, gdy tylko
poczułem jego oddech na swej skórze. Na początku wydawał się zupełnie inną
osobą - nieśmiałą, zakochaną. A teraz flirtuje ze mną tak otwarcie.
Odwraca się do mnie tyłem, dłonią
odzianą w rękawiczkę łapie klamkę.
- Nie śliń
palców przy przewracaniu kartek - mówię nagle. - To je niszczy.
Przystaje i spogląda na mnie
zaskoczony. Odrzuca głowę w tył i śmieje się tak głośno, że jego głos odbija
się echem w całej bibliotece. Po chwili uspokaja się, patrzy na mnie uważnie i oznajmia:
- Będę o tym
pamiętał.
Wychodzi, a ja stoję, bezradnie
spoglądając na zamknięte drzwi.
______________________
Cześć słoneczka! Jak widzicie mam już nowiuśki, oryginalny szablon, zrobiony specjalnie pod to opowiadanie! Cóż, co do rozdziału, jest ok, mogło być lepiej, ale nie jest chyba tak źle.
______________________
Cześć słoneczka! Jak widzicie mam już nowiuśki, oryginalny szablon, zrobiony specjalnie pod to opowiadanie! Cóż, co do rozdziału, jest ok, mogło być lepiej, ale nie jest chyba tak źle.
Jest bardzo dobrze! :D Lou taki zakochany w książkach, aw! A Harry to taki cwaniaczek i wcale się nie dziwię, że tak działa na Louisa. Ciekawa jestem, czy Lou będzie się krył z swoimi uczuciami, bo przecież to chłopak jego szefa, czy może da się porwać namiętności? A czy Harry też nadal będzie go tak podrywał i czy w ogóle traktuje go serio. ;> Świetne oddałaś atmosferę miasta, biblioteki i wszystkiego. :) Czekam na następny!
OdpowiedzUsuń- B.
Zacznijmy od tego, że chcę Cię baardzo przeprosić za to, że przez tak długi czas nie komentowałam. Nie będę się tu usprawiedliwiać, powiem tyle, że mi strasznie przykro.. :(
OdpowiedzUsuńW każdym razie rozdział bardzo mi się podoba. Scenki Louis-Harry pojawiły się już w pierwszym rozdziale! Nie spodziewałam się tego :) Zdziwił mnie natomiast ten gburowaty chłopak z przystanku. Może miał zły dzień, albo dziewczyna go rzuciła? :P
Świetnie opisujesz reakcje ciała Louisa na dotyk Harry'ego. Poznał go dopiero dzisiaj, a już jego żołądek skacze do góry :)
Czekam na kolejny rozdział, a jeśli go nie skomentuję, to męcz mnie tak długo, aż to zrobię - mówię poważnie -, a więc pozdrawiam, Asuria ;**
Coś ty jest cudownie. Romans w bibliotece? Genialne. Nie mogę się już doczekać aż wątek się rozwinie i będzie gorący romans Stylesa i Tomlinsona. Swoją drogą zastanawiam się czemu facet na przystanku był taki chamski i wydaje mi się, że to był nasz kochany Zayn. Mam rację? =)
OdpowiedzUsuńNo to jedziemy z tym koksem. Na początku mówię, iż dziękuję za taką ciepłą opinię na temat mojego opowiadanie. Wracając do Ciebie. Przeczytałam prolog, jak i rozdział 1 i bardzo mi się podoba. Nie jestem zwolenniczką tej pary, choć tym razem zrobię wyjątek. Nie mogę się doczekać nowej notki. Bardzo się wciągnęłam i dlatego, jak możesz, to powiadamiaj mnie na blogu bo nie ogarniam. Muszę chyba stworzyć zakładkę z blogami które czytam, bo legnę niedługo w gruzach.
OdpowiedzUsuńWeny i trzymaj się!
Jaki piękny szablon, kochana! Jestem zachwycona, zarówno jak i wyglądem bloga, jak i przecudownymi rozdziałami, które napisałaś. Przeczytałam wszystkie i jestem tak mega zadowolona, bo przeczytałam coś przepięknego! Jesteś bardzo, bardzo uzdolniona! Uwielbiam Cię ! ;)
OdpowiedzUsuńhttp://make-me-happy8.blogspot.com/
http://iskierka-nadziei2.blogspot.com/
Zacznę może od tego, że po raz kolejny zaczarował mnie twój styl pisania, zwłaszcza, że teraz piszesz w pierwszej osobie w czasie teraźniejszym, moim zdaniem powinnaś robić to częściej, bo wychodzi ci wprost genialnie! W tym opowiadaniu bardzo ładnie opisujesz wydarzenia, wszystkie uczucia, zazdroszczę ci zasobu tego słownictwa, naprawdę, coś genialnego!
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o fabułę, to nie mam pojęcia czego się spodziewac - teraz, po przeczytaniu prologu i tego rozdziału wiem niewiele, ale jestem pewna, że pozytywnie mnie zaskoczysz!
Co do szablonu, jest ładny, boskie kolory, ale chyba bardziej podobał mi sie poprzedni, jednakże oba są piękne ^o^
Weny kochana i mam nadzieję, że szybko napiszesz dwójkę <3
Rewelacja! Jesteś perełką, której poszukiwałam ostatnio podczas przeczesywania sieci. W koncu straciłam nadzieje, ale odezwalas sie na moim blogu, dziekuje! To, c za chwile powiem, pewnie nie bedzie dla Ciebie nowe, zauważyłam, ze zbierasz same pozytywne recenzje, acz ja dorzuce swoje tez:> W sumie nie robie tego za czesto. Jestem wybredna, nawet bardzo. I potrafie sie bardzo wyłamac, jednak tutaj, choc nie odbiegne od reszty, musze to powiedziec! A wiec:Świetny styl, napięcie, świetny opis Słownictwo szalenie imponujące, akcja .. Oh, juz dawno nie zainteresowało mnie nic tak bardzo. Styles i Tomlinson jako para kochanków? A niech mnie! Tworzysz cos bardzo oryginalnego, odbiegasz od schematu^^ Wproawdzasz cos nowego do directionowych fanficów, naprawde super! [A wiem, co mówie, bo wystarczajaco juz sie naczytałam]. Poza tym ... , wydaje mi sie, ze wiesz , co robisz i doskonale nad tym panujesz. Jedna rzecz jest jeszcze dla mnie intrygujaca tutaj. Czas, w którym opisujesz zdarzenia. Teraźniejszy. SNie przepadam , gdy cos jest pisane wlasnie w tym czasie. Jednak łamie zasade, gdy cos jest dla mnie interesujace. : > Twoje opowiadanie wciaga. Zaluje tylko ze tak krotko, bo akcja juz mnie wciagneła i z niecierpliwoscia oczekuje kontynuacji. Mozesz byc pewna, ze bede tutaj stałym gosciem, a i polece Twoj blog innym :) Jak zauwazyłam, to nie jst Twój jedyny blog. Dobrze! Ten tutaj zainteresował mnie na tyle, ze zanjde czas w niedalekiej przyszłosci, aby przeczytac pozostałe Twoje teksty. Cóz wiecej moge powiedziec? Miłe zaskoczenie. Szczegolnie po tym, ze niektorzy rownie dobrzy autorzy dali spokój i albo blogi sa juz zamkniete i po zamnkietym opowiadaniu nie ma na co liczyc, albo zawieszone na czas nieokreslony w domniemaniu zamkniete chociaz zdarza sie ze ktos wroci, albo zwyczajnie usuniete. Mam nadzieje, ze wena bede Ci dopisywac i juz niedługo bede mogła przeczytac nowy rozdział :3 Ponadto czytajac Twoje opowiadanie na mysl nasuneły mi sie dwie serie które uwielbiam , w sumie jedna z nich to trylogia [Atramentowe serce] a takze seria "Kroniki Obdarzonych". Genialne! Mistrzowsko to wszystko robisz! To chyba wszystko co chciałam napisac :3 Jakby co, dopisze kids tam, co do ewentualnych bledów. Nie ma: > Jedynie o co moge sie doczepic to tylko naduzywanie "ze" w niektorych miejscach [ale tak niewielu ze to wcale nie bije w oczy],ale jesli mam cos pwoiedziec, to: jesli w zdaniu wypada kilka "że" to abo zamien tak , aby nie było ich tak wiele albo dołacz "iż", albo uzyj innego spójnika który pozostawi sens tak samo. Cos jeszcze? Nic, naprawde. Kazdy ma swoj styl, Ty go masz, wszystko naprawde świetnie! Nawiasem, jako ze wspomniałam ze bede stałym gosciem, czy moge wiec Cie prosic o informowanie mnie na blogu o nowych postach u Ciebie?Prosze. Bardzo by mi to ułatiwło zycie. Ponadto moge tez zapewnic, ze zawsze skomentuje. Bo zawsze czytam i komentuje, czasem później , czase predzej ale zawsze ^^ I na koniec... Masz szalenie śweitny szablon! Musisz mi zdradzic czy sama go robiłas? Tak , to juz wszystko. Jak patrze, byłam niezwykle wylewna, ale mam nadzieje, ze to Cie nie zniecheci zeby mi odpisac, hihi. A propos, zebys nie traciła czasu, kiedy wstawie 1 czesc opowiadania, poinformuje Cie, dobrze? Potem sama zdecydujesz czy bedziesz dalej czytac. No, to pozdrawiam! [niallerones.blogspot.com]
OdpowiedzUsuńPS. Moze nie jest w porzadku, ze tak duzo napisałam, ale chciałam napisac co rzeczywiscie mysle, a nie ograniczyc sie do zwykłego "śweitnie" czy "fantastycznie" . [niallerones.blogspot.com]
OdpowiedzUsuńO nie <3 To musisz mi dac namiar do osoby, która to zrobiła, albo uzyczyc jednego z Twoich szablonów <3 ^^
OdpowiedzUsuńCIEKAWIE SIĘ ZAPOWIADA ! ACHHH JUŻ NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ NA NASTĘPNY ROZDZIAŁ. MYŚL O TYM CO MOŻE SIĘ WYDARZYĆ NASTĘPNYM RAZEM MNIE ROZWALA !!! :)
OdpowiedzUsuńOkej, Tadziulek wysili się na komentarz. A wiedz, że to zdarza się nie często :D
OdpowiedzUsuńPo pierwsze. Zajebisty wygląd *.*
Po drugie. Książki ^^ mój raj xD
Po trzecie. Jest początek, a już na tyle mnie zaciekawiłaś, że chcę więcej.
Oby tak dalej :D
End.
Pierwsze co mi się najbardziej spodobało to , że piszesz w czasie teraźniejszym.
OdpowiedzUsuńKiedyś czytałam taką książkę i bardzo mi się spodobała .
Wiem również , że to jest to trudne .
Piszesz tak lekko , aż chce się czytać .
Masz świetny styl , który odrazy pokochałam .
Całość jest tak spójna , piękna . Nie wiem co mam jeszcze napisać .
Rozumiesz co mam na myśli - po prostu cię uwielbiam *-*
Jeszcze ten motyw z książkami , które kocham!
Wczoraj przeczytałam twoje wcześniejsze opowiadanie .
Pokochałam je i pochłonęłam całym sercem .
Nie mogę się doczekać dwójki!
Pisz szybciutko ♥
@Kalink_Kaa
http://whispers-of-thee-heart.blogspot.com/